sobota, 19 lipca 2014

Croatia

Witam!
Tak jak wam obiecałam, nadszedł czas na post dotyczący mojego wyjazdu. Naprawdę długo się zbierałam żeby go napisać, ponieważ jest strasznie gorąco i przez to odechciewa mi się robić cokolwiek. Wstałam o 12:30 i nie miałam na nic sił. Ale po całym dniu leniuchowania i ogladania vlogów pozbierałam się. Jak już wcześniej ostrzegałam, ten wpis będzie naprawdę dłuuugi, więc proszę, uzbrojcie sie w cierpliwość. Zaczynamy!

PODRÓŻ
Ehh.. czyli chyba najnudniejsza część "wakacji", mimo to można oglądać przepiękne widoki. Tak. W samochodzie spędziłam (w stronę "do") około 19 godzin. Wliczam w to postoje na przespanie się godzinkę, odpoczynki itd. To jest okropne! Oczywiście ponad połowę drogi przespałam na tylnim siedzeniu lub słuchałam nowego/starego odkrycia czyli 30 second to mars. Oprócz tego, zauważyłam małe, lecz dość istotne różnice między krajobrazami i gospodarką państw. Czechy - państwo baaardzo podobne do naszego. Jedyną różnicą była naprawdę okropna autostrada (jeśli tak to można nazwać) wyłożona jakimiś płytami. Zauważyłam też, że jest tam wiele plantacji maku. Austria - tutaj zaczęły się już większe zmiany. Na pierwszy rzut oka wyglądała mi troszkę jak Grecja (chodzi głównie o miasteczka). Wszystkie domy były niskie, ale pięknie, schludnie wykonane. Miały przepiękne okiennice zewnętrzne oraz wszystkie były pomalowane w tym samym stylu. Były w jednym przewodnim kolorze a obramowania okien, dachu itd. były białe. Bardzo czyste państwo. Zauważyłam też pełno wiatraków, ktróre zmieniają wiatr w tanią, ekologiczną energię, dużo plantacji winogron oraz słonecznika. Ogólnie w Austrii było wiele sklepów oferujących wina. Słowenia - długo przez ten kraj nie jechaliśmy, ponieważ omijaliśmy płatną autostradę, ale od razu widać, że są oni mocno uzależnieni od uprawy roli. Wygląda na biedne państwo, które ma "na sobie" od groma pól, łąk, zwierząt i gospodarstw. I w końcu Chorwacja!

 CHORWACJA
Szczerze mówiąc, bardzo mnie zaskoczyła. Myślałam, że to będzie coś w stylu Turcji? No wiecie.... będzie ciepło, będzie morze ale będzie też płaski teren. Ale nie! W Chorwacji nie ma płaskiego terenu. Są same góry a pod nimi morze. Wygląda to bajecznie! Drogi, wyżłobione są w górach. Często pojawiają się też tunele. Zaskoczyło mnie też to, że domy wybudowane są tam praktycznie sa sobie i na skale. Kiedy chce się zjechać do centrum jakiegoś miasteczka, jedzie się prawie pionowo (no może ciut przesadziłam.... ale bardzo stromo).





Kolejna rzecz która mnie tam zaskoczyła, to obecność takiej liczby Polaków. Wszędzie polskie rejestracje i polski język. Na dobrą sprawę, to z "tubylcami" można dogadać się po Polsku. Kiedy stanęliśmy pod ich Lidlem, wszędzie dookoła polacy i tak w każdym miejscu. Już w naszym małym, ale świetnym ośrodku były conjmniej 3 polskie rodziny. 

MORZE
Czyli główny cel podróży. Szczerze, to troszkę się zawiodłam. Fakt - piękne, czyściutkie lecz chłodne. Jest tylko ciut cieplejsze od Bałtyku. Nie ma też naturalnych ani piaszczystych plaż. Wszystkie które są, są sztucznie zawiezione, więc dziękujemy fanom plażingu ~Chorwacja. Oczywiście plusem jest to, że jest przejrzyste oraz są piękne widoki. Mi brak tradycyjnej plaży na szczęście nie przeszkadzał, ponieważ wolę siedzieć w wodzie, do której po pewnym czasie i tak się przyzwyczaję, więc jej temperatura też nie była uciążliwa.






ZABYTKI
W Chorwacji nie zawsze jest piękna pogoda, jest ona zmienna więc dużo jeździliśmy. Chyba wszystkie główne zabytki itd. znajdują się w BiH czyli Bośni i Hercegowinie, więc wybraliśmy się tam. Ogólnie, jest to kraj jeszcze trochę zniszczony po wojnie z 1993. Między innymi szczególnie ucierpiał wtedy most, łączący stare miasto. Runął on całkowicie, ale odbudowano go na pamiątkę tego wydarzenia. Przed samym mostem leżał głaz, z napisem "Don't Forget 93" tzn. nie zapominaj/ nie zapomnimy 1993.


Kolejnym miejscem które odwiedziłam, było Medziugorje. Pewnie każdemu coś się obiło o uszy. Dla przypomnienia - jest to miasto, w którym objawiała się Matka Boska. Całe miasteczko tak jak chyba każde miejsce do zwiedzania posiada peeeeeełno stoisk z pamiątkami. Ale zdziwiło mnie (w pozytywnym znaczeniu) jedno. Nie ma tam takiego "bogatego" przepychu jak w innych ważnych religijnych miejscach chodźby w Polsce w Licheniu. Jest tam mały, skromny kościółek bez żadnych zdobień w środku. Obok ołtarza głównego był kącik, poświecony Maryi, do którego wszyscy przynosili storczyki. Nie wiem o co chodziło, ale jeśli wy wiecie to napiszcie w komentarzu ;) A więc, po krótkiej wizycie w kościółku, udaliśmy się na górę objawień (tak, to właśnie tam nastąpiły objawienia). Do podnóża góry, szliśmy polnymi drogami, które były z czerwonym piaskiem i wieloma winnicami. Na samo miejsce objawień, trzebabyło iść po gołych skałach. My mieliśmy takiego farta, że oczywiście zaczeło strasznie padać i zaczęła się prawdziwa burza ;_; No ale trudno... Po drodze, były wyłupane w kamieniu stacje drogi krzyżowej a na szczycie posąg Maryi.






Nastęonego dnia odwiedziliśmy wodospady. Coś pięknego! ... i w sam raz na taki upalny dzień. Wspaniałe widoki a do tego można się tam kąpać. Jeżeli ktoś jest odważniejszy, może wejść pod sam strumień wody lub w różne, skalne tunele. Wiecie, jakie to świetne uczucie stać nawet na skałach i czuć tą zimną wodę niesioną wiatrem prosto w twarz? Jeśli nie, to koniecznie musicie tam pojechać! Jest też przy samym brzegu parę barów, w których można coś zjeść. Oczywiście, wszystko napisane w ich języku, więc powodzenia w rozkminianiu potraw. Ja na szczęście wzięłam ChickenBurgera. Przynajmniej wiedziałam, co to jest, lecz on nie był takim zwykłym Chickenburger'em... Zresztą, zobaczcie sami.










Osatnie miejsce na mapie "trzeba odwidzić" to Dubrovnik, czyli chyba największe miasto Chorwacji. Szczerze, to jakoś szczególnie nic mnie nie zachwyciło, poza absurdalnymi cenami parkingów. Jedna godzina kosztowała 40 kun (ich pieniądze) czyli jakieś 20 zł. Z tego względu, byliśmy tam tylko godzinę w jakiejś starówce? Chyba tak. Nic mnie tam nie zaskoczyło, wyglądała jak polskie zamki. Jedyną atrakcją był tam pan z przepięknymi papugami! Zdziwiło mnie to, że one nawet nie myślały o ucieczce. Mam nawet z nimi zdjęcie, lecz nie jestem fotogeniczna i nie wstawię wam ich. Jedna z Kakadu nawet wyciągnęła mi wsówkę z włosów i zaczęła się nią bawić! Były świetne, a na widok ogromnych Ar (Ara) po prostu zaniemówiłam. Miałam na sobie 5 wielkich papug. 2 Kakadu, jedną Arę i jakieś 2 inne, których rasy nie znam.



ZAKUPY
Jeśli chodzi o ceny, to są podobne do naszych, lecz są wyjątki, np. różne pierdułki do smash book'ów są o wiele tańsze. Tam były wszystkie po 4 zł, nie zależnie od tego co to było. W empiku kosztowałyby conajmniej 10 zł. Ubrania są w podobnych cenach. Kupiłam sobie spodenki w gwaizdki i koszulkę oraz klapki. Na jednym ze stoisk znalazłam też piękny naszyjnik-zegarek sowę i kupiłam ;P Bardzo spodobało mi się to, że przy ulicy można kupić świerze i tanie owoce. Do Polski przyjechaliśmy z 12 melonami, 2 arbuzami i 2 kg moreli. Pozatym, kupiłam też małą kosteczkę rubika 2x2 z Croatią, czyli Chorwacją. Zaskoczyły mnie ceny lodów. Jedna gałka kosztuje 4 zł, lecz nie jest to taka normalna gałka jak w Polsce. Jest ogromna! .. a ich lody są o wiele lepsze. Nie są ubite i takie bez smaku. Są pyszne, puszyste i śmietankowe. (nie chodzi mi o smak) Są też tam rzeczy, jakich nie znajdziemy w Polsce, np. Fanta w różnych smakach, Nestea o smaku  pomarańczy/owoców leśnych oraz przewspaniały wynalazek - podróżna nutella!










NO! Jeśli dotrwaliście do końca tego postu, to szacunek dla was. Jeżeli macie do mnie jeszcze jakieś pytania, to śmiało piszcie w komentarzach a ja na 100% odpowiem. Mam nadzieję, że was nie zanudziłam i wpis się spodobał. Zostawiam was z ostatnimi zdjęciami z Chorwacji, proszę ich nie kopiować! Nie podpisywałam żadnych, ponieważ byłoby za dużo roboty, a jest za gorąco, żeby dłużej siedzieć przy laptopie. Mam nadzieję że mnie rozumiecie, i jeszcze raz proszę o NIE KOPIOWANIE ZDJĘĆ.
Do przeczytania!




P.S 20.07 wyjeżdżam na obóz i nie będzie mnie do 27.07 Mam nadzieję, że będzie tam internet i będę mogła do was pisać. Przygotuję sobię conajmniej jeden post, żeby móc wam go dodać. Jeżeli przez tydzień znowu nic nie dodam, to bardzo przepraszam.







czwartek, 17 lipca 2014

Golden Rose

Witam!
Dzisiaj chciałam wam zrecenzować moją ulubioną firmę kosmetyków, ale głównie lakierów do paznokci.
Jak już pewnie zauważyliście, w nazwie jest firma Golden Rose.
 Według mnie, produkuje ona najlepsze lakiery w bardzo dobrej cenie. Moim ulubionym produktem ich "wyrobu" jest Top Coat matujący. Sczerze mówiąc, nie pamiętam już ile kosztował, ale pewnie około 10 zł. Nałożony na inny lakier, daje piękny matowy efekt oraz przyśpiesza wysuszanie. Po co kupować osobno normalne lakiery i matowe, jak można mieć coś takiego? Po prostu go uwielbiam :3





Posiadam też 5 "koloryzujących" lakierów. Każdy z innej serii. Pierwszy, to błękitny/turkusowy Rich Color. Ma gruby pędzelek ułatwiający nakładanie go. Jego kolor jest piękny, nasycony. Naprawdę wystarczy jeden ruch, żeby go nałożyć oraz szybko wysycha.Kosztował CHYBA około 7 zł, ale nie jestem pewna.





Kolejny jest z serii Holiday, czyli lakier piaskowy. Akurat ten który posiadam, jest matowy, ale szczerze mówiąc nie wiedziałam o tym kiedy go kupowałam. Był na wyprzedaży za 9.90? Chyba jakoś tak. Ma cienki pędzelek, ale w tym wypadku to bardzo dobrze, ponieważ można prezyzyjnie nałożyć go na płytkę paznokcia. Mój, jest w hmmm.. fioletowo-bordowym kolorze? Nie wiem jak go nazwać. 




Kolejny to Color Expert nr. 10. Jest w kolorze miętowym/pastelowym błękitnym czyli moim ulubionym! Ma świetny, gruby pędzelek i oczywiście intensywny kolor. Bardzo dobrze pokrywa płytkę paznokcia kolorem oraz długo się na niej utrzymuje. Kupiłam go za 5,90 ale nie dam sobie ręki uciąć, ponieważ nie mam pamięci do cen.





Następna moja zdobycz, to matowy lakier w brązowo-beżowym odcieniu nr.23.(jeśli to dobrze odczytałam) Ma cienki pędzelek ale nie jakoś super cienki jak do wzorów, tylko taki przeciętny. Bardzo dobrze pokrywa, wystarczy jedna warstwa oraz szybko schnie. Jak przy poprzednich lakierach nie do końca pamiętam, za ile go kupiłam ale coś około 8-9 zł.



Ostatni jest z serii Paris. Można je łatwo rozpoznać po buteleczce w kształcie wieży Eifla. Niestety posiadam tylko jeden w brązowym kolorze, lecz poznałam je już dawno, ponieważ moja kuzynka posiada ich bardzo dużo w różnych kolorach i odcieniach. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, od razu mi się spodobał. Ten lakier, tak jak Holiday ma cienki pędzelek, ale tak jak w poprzednim nie jest to żaden problem. Wszystkie produkty GR mają piękne nasycone kolory i szybko wysychają. 






To już wszystko na dzisiaj :) Mam nadzieję, że spodobał się wam taki troszkę inny niż zwykle post. Ogólnie polecam wszystkie produkty z Golden Rose. Ja mieszkam niedaleko Wrocławia, więc kupuję je w Magnolii. A jaka jest wasza ulubiona firma lakierów do paznokci? (jeżeli ich używacie i taką macie) Pamiętajcie, że jeśli chcecie to możecie zostawić pod postem komentarz. Będzie mi bardzo miło :)) Ale komentarzom o treści "obs=obs?" od razu dziękuję. Ok. To zostawiam was z resztą zdjęć i do przeczytania w poście o wakacjach!
Pozdrawiam.