środa, 24 grudnia 2014

Satanistaaa!

Witam!
W końcu wróciłam po dłuuugiej przerwie. Nie oszukujmy się, jestem leniwa i nie kryję się z tym. Tak już bywa. Mam nadzieję, że teraz uda mi się częściej pisać, ale nic nie obiecuję.
Dzisiaj chciałam napisać o stereotypach. Temat oklepany, 101% blogerek/blogerów o tym pisało, lecz ja też postanowiłam podzielić się z wami moją opinią. A co! Ogólnie do napisania tego postu zainspirowała mnie moja ulubiona vlogerka i jej ostatni daily vlog, a mianowicie poruszyła temat muzyki. Każdy lubi inny rodzaj muzyki. Jedni lubią Justina Biebera i Dawida Kwiatkowskiego, drudzy muzykę country a jeszcze inni metal. Co w tym dziwnego? Każdy ma inny gust, a więc dlaczego się z tego śmiejemy? Najbardziej denerwuje mnie zachowanie osób, które widząc kogoś, kto jest ubrany na czarno, ma inną fryzurę bądź jakiś łańcuch, od razu krzyczą "Emo, Satanista!" No przepraszam... dlaczego? Bo nosi czarne ubrania? Bo słucha metalu? I co z tego? Dobrze znam ten temat, ponieważ w rodzinie mam zespół metalowy, mam przyjaciół którzy słuchają takiej muzyki oraz sama ją uwielbiam, lecz jestem normalna. [Tak mi się wydaje] Nie można oceniać kogoś po pozorach i po tym, jakiej muzyki słucha. Dlaczego ludzie słuchający cięższej muzyki są tak źle traktowani? Najczęściej są nieśmiali i niewyrużniający się niczym, poza wyglądem. Niestety spotkałam się już z takim sytuacjami, że jedna osoba w szkole miała dużo nieobecności ponieważ miała problemy zdrowotne. Ubierała się na czarno i miała łańcuch przy spodniach. Oczywiście trzeba wspomnieć, że był to chłopak z długimi włosami. Pewnego dnia jego wychowawczyni uznała, że jeżeli ma taki wizerunek, to pewnie pali, ćpa, pije i wagaruje. Kiedy jego rodzice to usłyszeli byli oburzeni. Dlaczego? Bo inaczej się ubierał.Ehh... mogłabym tak pisać i pisać na ten temat, gdyż jestem teraz bardzo wściekła.
Spróbujcie odpowiedzieć na zadane pytania i zdradzić mi własne zdanie w komentarzu. Spokojnie, jakie by nie było, nie ugryzę ;)

środa, 24 września 2014

DIY napis do pokoju


Witam!
Tak jak już pisałam, jestem po przerwie. Teraz mam zamiar dodawać posty regularnie conajmniej dwa razy w tygodniu. Na takim krótkim wstępie przypominam, o fb mojego bloga na facebook'u, do którego traficie klikając ikonkę FB. Zachęcam do zostania tam, jeżeli chcecie wiedzieć co się u mnie dzieje, kiedy będzie kolejny wpis, lub jeśli chcecie po prostu podpowiedzieć mi, na jaki temat chcielibyście zobaczyć u mnie post.
Dzisiaj mam dla was DIY, napis do pokoju. Jeżeli lubicie coś robić sami to na pewno to wam się spodoba. A więc nie przedłużając zacznijmy!

Potrzebujecie:
*nożyczek
*dużych, wydrukowanych liter
*kartonu
*taśmy (najlepiej papierowej lub "leczniczej")
*kleju
*styropianu
*ołówka, kredki, długopisu lub markera, czy coś....
Ja mam tylko 3 litery, ponieważ "A" wykorzystam sobię dwa razy. Oczywiście czcionka i wielkość liter dowolna. Ja wybrałam sobie właśnie taką, jaką widzicie na zdjęciu poniżej.


2.Wycinacie litery i naklejacie je na karton a następnie ponownie wycinacie. Oczywiście, na jedną literę potrzebujecie 2 części, więc jeśli macie np. tak jak ja dwa "A" w imieniu, lub napisie, który chcecie zrobić musicie wyciąć 4 "A".





3.Kiedy wasze literki są już wycięte, potrzebujecie styropianu, aby nabrały wymiaru 3D. Ucinacie taki kawałek, aby wam pasował i przyklejacie do wnętrza liter. Najlepiej dać ich jak najwięcej, ponieważ litery będą wtedy bardziej stabilne.




4.Jeśli wasze litery mogą już same stać, przychodzi czas na oklejenie ich! Bierzecie swoją taśmę i obklejacie je dokładnie z każdej strony tak, aby nigdzie nie było pustej przestrzeni. Kiedy to zrobicie, zostało wam już tylko ozdobić je według własnego pomysłu! Moje imię niestety nie jest jeszcze udekorowane, ponieważ nie mam jak na razie potrzebnego mi materiału. Dajcie ponieść się wyobraźni i zrobcie coś kreatywnego!






Na dzisja to koniec. Jeśli pomysł się wam spodobał, koniecznie dajcie mi znać! Jeżeli zrobicie coś takiego, wyślijcie zdjęcie, chętnie to zobaczę :) Macie może jakieś propozycje, dotyczące tematów, które chcielibyście tutaj poruszyć?
A może chcielibyście zobaczyć jakąś małą sesję fotograficzną w moim wykonaniu o konkretnej tematyce?
Jeżeli macie pomysły to śmiało piszcie, a napewno postaram się je zrealizować.
Do przeczytania!




piątek, 12 września 2014

Vlogerzy

Hejiii!
Bardzo przepraszam za długą przerwę. Muszę się przestawić na wczesne wstawanie, mało snu (jestem nocnym markiem) itd. No wiecie, szkoła. Ja szczerze nie narzekam na to. Cieszę się, że mogę codziennie się widzieć z przyjaciółmi. Jest naprawdę wesoło w naszej klasie (wiele osób uważa, że jesteśmy najgłośniejszą, lecz najbardziej zgraną klasą, a nawet wiele osób chce się do nas przepisać). Jeszcze szybciutko chciałam przypomnieć, o fp bloga. Jeśli chcecie być na bierząco, to gorąco zapraszam do polubienia CarpeDiem! (klik w ikonkę facebooka)

Dzisiejszym tematem będą Vlogerzy, czyli nasi bracia i siostry. My, blogerzy nie różnimy się od nich praktycznie niczym. Oni mają pasję - My mamy pasję. Oni dzielą się swoim życiem i przemyśleniami - My dzielimy się swoim życiem i przemyśleniami. Oczywiście każdy robi to w swój własny, oryginalny sposób. Podzielę się w wami, moja listą ulubionych Vlogerów.

1.Banshee

Pewnie wiele osób kojarzy ją z jej starego kanału - SzalonaZuzia. Co tu pisać? Wspaniała, szalona dziewczyna, która nagrywa już 3 sezon swoich krótkich filmików w których mówi o super piosenkach oraz filmach, ale także wygłupia się w nich i pokazuje, jaka jest. Zuzia prowadzi też własny blog do którego link znajdziecie TUTAJ. Heh, ostatnio z koleżankami zdecydowałyśmy, że nagramy filmik dla Zuzi. Jeśli kiedyś pojawię się w widzu tygodnia, na 100% dowiecie się o tym pierwsi!

2.Agnieszka Grzelak

 Znana wizażystka. Ma dwa kanały - beauty na którym ma różne porady dotyczące włosów, makijażu, paznokci i innych  "urodowych" spraw oraz prywatny, na którym ma serię MPRZ, czyli Mój Pierwszy Raz Z i Japana Zjadam, w której robi japońskie słodycze. Ja osobiście najbardziej lubię Japana Zjadam, ponieważ pani Agnieszka ma świetne miny i reakcje na różne smaki. Dzięki niej bardziej zadbałam też o włosy i paznokcie. Ma naprawdę fajne pomysły w swojej serii Taki Myk na kanale beauty. 
Oczywiście, prowadzi też bloga. Klik!

3.Red Lipstick Monster


Ewa jest (z tego co wiem) piercerem i wizażystką. Dość niedawno odkryłam jej kanał, chodź wiem, że jest znaną vlogerką. Jakiś miesiąc temu, była na meet up'ie we Wrocławiu i bardzo żałuję, że akurat wtedy byłam na obozie... ... ale nadal mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam ją przy stoisku GR w Magnolii, bo właśnie tam RLM zawsze je kupuje i ja też! :3 Po prostu uwielbiam jej filmiki. To między innymi właśnie jej zasługa, że moje paznokcie odżyły. Wiele pomysłów na pomalowanie moich pazurów, biorę właśnie od niej. Ostatnio  też dzięki Ewie miałam zamiar zrobić pilling do ust, lecz jak na razie nie mam paru potrzebnych składników. Naprawdę, jeśli jej nie znacie, to polecam odwiedzić jej kanał!

4.Lisie Piekło

 
O tej vlogerce wiem najmniej. Jedyne co się dowiedziałam to to, że jest fanką Ylvis'ów (tak, to oni napisali tą słynną piosenkę "The Fox", ale pamiętacie, nie tylko tą! Ja osobiście też jestem ich fanką i naprawdę, jeśli zna się angielski to warto posłuchać ich piosenek) oraz .... to tyle. Uwielbiam jej filmy za to, że są śmieszne, niektóre uczą (nauka angielskiego) i są przydatne (jak składać pranie[uwaga:to nie jest na poważnie], jak upiec ciasteczka walentynkowe). Uwielbiam ją za ten sarkazm i dobre nastawienie do życia. To chyba wszystko, co wiem o lisicy.

Jeśli chodzi o ulubione vlogerki, to na dzisiaj koniec. Oczywiście, nie wymieniałam takich wspaniałych osób jak Adbuster lub Niekryty Krytyk, ponieważ ich chyba każdy zna. Oczywiście też ich oglądam (widziałam każdy odcinek parę razy ;_;) i podziwiam za to co robią. Adbuster w ciekawy sposób obala reklamy a Niekryty.... no co tu  mówić. Ubaw po pachy! Subskrybuję też wiele innych kanałow, lecz te 4 (+adbuster i niekryty) są najczęściej przezemnie odwiedzane.
 Na dzisiaj to koniec. Pewnie jeszcze przez jakiś czas niestety będą takie dłuższe przerwy w pisaniu, ale postaram się to szybko poprawić. Już niedługo wybiorę się na amatorską sesję, więc mam nadzieję, że w końcu będę miała co wam pokazać, gdyż ostatnio w moim aparacie goszczą pustki.
Pozdrawiam i do przeczytania!

A czy wy macie swoje ulubione vlogerki/vlogerów? Jeśli tak, to kogo i jaki ich filmik lubicie najbardziej?


sobota, 30 sierpnia 2014

Sierpień

Witam Kochani!
Na początku chciałam przeprosić, że długo nie pisałam oraz powiedzieć, że zawiedliście mnie. Na fp bloga, nie ma ani jednego like! Stworzyłam go po to, aby informować was co się dzieje, kiedy będzie kolejny post i na jaki temat oraz o innych sprawach, lecz nie mam po co. No cóż, trudno.
Przechodząc do tematu, dzisiaj mam dla was podsumowanie!
[Jeeeej, juhu, jak fajnie!]

BLOG
Dużo się nie zmieniło. Mało pisałam, a nawet bardzo mało. Przybył mi jeden obserwator i bardzo za to dziękuję! Zbliżam się też do 3000 wyświetleń i jestem z tego powodu baaardzo szczęśliwa. A, no tak! Zapomniałam. Nie wiem czy zauważyliście, ale zmienił się mój design, za co bardzo dziękuję Kice. Ogólnie pod moimi nielicznymi postami byliście nawet aktywni, z tego też jestem zadowolona i oby tak dalej.



ULUBIEŃCY
Dzisial troszkę ich będzie, a mianowicie aż 4! Pierwszy ulubieniec, to pianki "Marschmallow", które praktycznie codziennie gościły w moim brzuchu. [a d... tyłek rośnie!] Oczywiście, podpiekałam je sobie, ponieważ dla mnie jedzenie zwykłych pianek to żadna frajda. I to przeurocze opakowanie z piankowymi stworkami :3 Ja kupowałam je w Dino.

Kolejna rzecz, a raczej napój to przepyszna cytroneta od Tymbarka! Już sama butelka z tym kapslem jest przepiękna. A smak.... mmmmmm. Nic dodać, nic ująć. Przypomnia troszkę te oranżady w szklanych butelkach, które kupowało się za kaucją lub odnosiło szkło. Jak dla mnie [kogoś kto pije tylko samą, niegazowaną wodę] to jest cudny napój na gorące dni!

Następny ulubieniec jest dość znany na różnych blogach, vlogach itd. Jest to pomadka Baby Lips, a szczególnie ta żółta "Intense Care". Ma lekki, mleczny zapach oraz jest bezkolorowa! Czyli coś dla mnie. Świetnie nawilża usta i odżywia je. Przez wakacje nie rozstawałam się z nią na krok i wczoraj musiałam kupić nową, gdyż niestety poprzednia skończyła swoją żywotność.

A ostatni ulubieniec jest dość nietypowy, gdyż jest to poduszka! Kupiłam ją w sklepie Nanu-Nana i od razu sie w niej zakochałam. Jest w kolorze fioletowym, w kształcie stopy. Wypełniono ją małymi kuleczkami hmm, no wiecie. Pewnie kojarzycie takie zagłówki np. do samolotu? Coś takiego. Taka strasznie mięciutka.







PIOSENKA
Piosenki miesiąca są dwie. Pierwsza, to humorystyczna, zostająca w pamięci głupia pioseneczka. Kiedy pierwszy raz ją usłyszałam, nie mogłam przestać jej śpiewać, uwielbiam ją! A oto jej kawałek "The coconut nut is a giant nut, if you eat to much you get very fat" Znacie to?
Jest to Coconut song [Da coconut nut].
Druga, jest całkowicie inna. Wykonana przez Christine Aguilera [Tak to się odmienia?] oraz A Great Big World. Pewnie już wiecie o co chodzi. Tak, jest to Say Something. Uwielbiam takie smutne, ale piękne piosenki a ta jest genialna. No, nie wiem co napisać, po prostu posłuchajcie!
Say Something

SZKOŁA
Jak wszyscy wiemy, po jutrze czas do szkoły! Ja odwiedziłam ją już wczoraj, ponieważ naszej klasie przypadł zaszczyt organizacji rozpoczęcia roku. Nie mam do szkoły złego podejścia. Lubię szkołę za to, że w niej poznajemy przyjaciół, znajomych, lub nawet pierwsze miłości. Wiele się w niej dzieje, to dlaczego na nią narzekamy? Bo musimy sie uczyć? Powinniśmy to przecierpieć, starać się [chociaż] o jakieś oceny i dziękować, że dzięki niej poznaliśmy takich świetnych ludzi! Nie będę wam tutaj wpychać Bak tu schul, czy coś w tym stylu. Chciałam się wam tylko pochwalić, moimi dwoma ręcznie robionymi zeszytami [heh, taka ze mnie chwalipięta]. A więc, kupiłam sobie czyste zeszyty i zrobiłam z nich coś takiego. Dekoracja prosta, z filcu i guzików. Guziki, nie wiem czy pamiętacie, kupiłam w Chorwacji a filc w Tesco. Ja, jestem z nich bardzo dumna. A wy co o nich myślicie?




To chyba koniec. Chciałam was jeszcze raz zachęcić, do odzwiedzenia fp bloga i zostania tam na dłużej. Jeżeli ktoś złapie moment 3000 wyświetlenia, to poproszę o screena. Nagrody chyba nie będzie, bo nie mam pojęcia co nią może być, ale będę bardzo szczęśliwa :)
Mam jeszcze pytanie, czy chcecie, abym robiła serię Biedronka vs Inne Sklepy?

Do Przeczytania!

czwartek, 21 sierpnia 2014

Czy cena idzie w parze z jakością?

Hejiii!
Taaaak. Jest 2:00 a ja sobię piszę post. No, nie ważne. Czasami w nocy lepiej sie myśli. Po pierwsze takie szybkie ogłoszenia parafialne. Po prawej stronie jest część "o mnie". na końcu tekstu, dodałam informację o tym, że wykonuję amatorskie design'y, więc jeśli ktoś jest tym zainteresowany to - i uwaga druga sprawa - może napisać na stronie fecebook'owej mojego bloga! Tak, założyłam taką i jak na razie jest zerowe zainteresowanie. Znajdziecie ją, klikając na ikonkę pod "O mnie". Zachęcam was do polubienia tej strony, ponieważ nie będę już dodawać ogłoszeń na bloga, jak posty, tylko szybciutko wpisywać je na fb oraz kiedy pojawi się post, lub pytać was, co chcielibyście u mnie zobaczyć itd.

Czy cena idzie w parze z jakością? - czyli porównanie produktów z biedronki, z produktami kupionym w innych sklepach. Jeśli wam się spodoba ta seria, to będę co jakiś czas dodawać takie wpisy. Dzisiaj chciałam porównać zmywacze do paznokci - bebeauty NAIL EXPERT!V (Biedronka) oraz zmywacz, którego firmy niestety nie mogę znaleźć. A oto  nasze dwa rodzynki:






Ok. Obydwa zmywacze są w przestrzennej, ładnie wykonanej butelce. Nie są to "zwykłe" buteleczki. Te, mają na górze taki dozownik, na który się naciska i zmywacz wypływa. Magia! Jeśli chodzi o wygląd, to nie mam do żadnego zastrzeżeń. Wolę ten kształt, od zwyczajnych, małych buteleczek. Jeśli chodzi o jakość, to są o wiele lepsze od tych, w szklanych butelkach lub z kwiatuszkiem na zakrętce. Tamtych NIGDY nie kupujcie! One psują paznokcie (przynajmniej mi).

BeBeauty (Biedronka)
"Zmywacz do paznokci z olejem kokosowym i gliceryną. Natłuszcza i chroni płytkę paznokcia i skórkę wokół przed wysuszaniem. Nie zawiera acetonu" A więc zacznijmy od początku. Aby "wylać" zmywacz, należy nacisnąć parę razy dozownik. Zwykle, jest to 5-6 razy. Płyn na płatku, ma kolor pistacjowy. Lakier zmywa w miarę dobrze, chodź po paru przetarciach. Bo zmyciu, paznockie są, hmm... no nie są całkiem wysuszone ale nie są też mocno nawilżone. Coś tak pomiędzy. Daję mu wieeeelki plus za to, że po wyschnięciu paznokcie pięknie pachną kokosem!




Zmywacz z innygo sklepu bez marki
"Delikatny bezacetonowy zmywacz do paznokci z olejkiem różanym i witaminami" Był troszkę droższy od zmywacza z biedronki, ale niewiele. Oczywiście, trzeba nacisnąć na dozownik, lecz tutaj wystarczy 2-3 razy. Płyn na płatku nie ma żadnego koloru. Ten produkt bardzo dobrze zmywa lakier. Wystarczy położyć na paznokieć, chwilkę potrzymać i gotowe! Dobrze nawilża paznokcie i oczywiście jak jest napisane na opakowaniu, pięknie pachnie różami!




WERDYKT
Moim zdaniem, ten pojedynek wygrywa zmywacz z innego sklepu. Są one naprawdę bardzo podobne i zwyciężył małą przewagą. Łatwiej się go "nakłada", lepiej zmywa i minimalnie lepiej odżywia moje paznokcie. Oczywiście, wasza ocena może być inna.
To już koniec na dzisiaj. Koniecznie napiszcie mi, czy podoba się wam takie coś. Jeśli tak, to raz na tydzień postaram się dodawać posty tej serii. Pozdrawiam was i do Przeczytania!

sobota, 16 sierpnia 2014

Kujon!

Witam!
Przepraszam, że nie dodałam wczoraj postu (tak jak obiecałam), ale wiecie, święto itd. i jakoś tak wyszło. Ponieważ szkoła już niedługo, to chciałam poruszyć ważny (według mnie) temat, czyli "Kujonów".

Kto to jest kujon, według słownika? - 
Pogardliwie o osobie uczącej się na pamięć, pilnie, lecz bez zrozumienia.
Według "Internetów"? - 
Kujon (kwadrat, jajogłowy) – osoba bardzo denerwująca, charakteryzująca się koszulą w spodniach i okularami po dziadku. Występuje zwykle w stadach, zwanych kółkami naukowymi.
Ataki denerwującego śmiechu kończy osobliwym chrumknięciem jak, nie przymierzając, prosiak. Normą wśród kujonów są alergie na wszystko, co unosi się w powietrzu. Mają tak mizerne ciała, że zdaje się, iż pierwszy podmuch wiatru może ich rozwalić. Żaden kujon nigdy nie wyciśnie na klatę 15 kg, choćby nie wiadomo ile ćwiczył – kulturystą nie zostanie. Często posługuje się bełkotem pseudonaukowym.
Według mnie? - Kujon to osoba, która uczy się wszystkiego na pamięć, ale sama do końca nie wie czego. Po prostu, umie to wyrecytować jak wiersz, lecz nie umie użyć tego w praktyce i ciągle się chwali tym, że to wie, lecz tak naprawdę siedziała godzinami w domu, żeby to zapamiętać.
Według osób, które znam? - Jest to osoba, która ma dobre oceny i to tyle. Jeśli ma dobre oceny, to pewnie siedzi godzianmi w domu przy książkach, ale tak naprawdę nie wiem, co ona robi w domu, ale ma dobre stopnie, czyli pewnie "kujoni". Pośmiejmy się, ale kiedy przyjdzie czas na sprawdzian, to oczywiście będziemy sie podlizywać i usiądziemy obok!
Pewnie nie raz spotkaliście się z tym, że kogoś nazywano kujonem, lub sami to robiliście. Spotyka się to raczej w podstawówce, w gimnazjum jest to już wyższy poziom "kujoństwa". Ja osobiście wiem, jak to jest być tak nazywaną, ponieważ przez całą podstawówkę i gimnazjum miałam zawsze najlepsze oceny, ale nie kułam w domu godzinami, tylko słuchałam na lekcjach i po prostu mam dobrą pamięć. (Chyba jestem słuchowcem..) Bardzo mnie to denerwowało, ale zaczęłam to olewać. Ja wiem, co robię w domu po szkole i nie obchodzi mnie to, co inni gadają. Też to znacie? A może to wy byliście tymi, którzy się naśmiewali? W gimnazjum nie trzeba mieć już dobrych ocen, wystarczy, że ma się okulary i wygląda "nieatrakcyjnie". Na szczęście mnie już tak nie "dręczą", mimo to, że mam najwyższą średnią w klasie, lecz nadal mnie to denerwuje.
Dlaczego akurat z nich się śmieją? Bo mają dobre oceny? To raczej dobrze. Dlaczego w Polsce się przyjęło, że jeżeli ma się niskie oceny i złe zachowanie, to jest się kimś popularnym? Dla mnie to jest śmieszne i żałosne... Jeżeli ktoś się dobrze uczy i jest dobrym człowiekiem, to wśród rówieśników jest zerem, ale jeśli pije, pali, ćpa, przeklina, ledwo co zdaje to jest świetny!
No cóż... świata już raczej nie zmienimy, ale możemy chociaż zastanowić się nad naszym zachowaniem i zmienić siebie. To już koniec na dzisiaj. Wpis bez zdjęć, ale mam nadzieję, że nie przeszkadza to wam. Pozdrawiam i do przeczytania!

A co wy myślicie na ten temat?
Może macie jakieś doświadczenie?




czwartek, 14 sierpnia 2014

Ogłoszenie

Cześć!
Dzisiaj taki nieciekawy post. Przepraszam, że dawno nie pisałam, ale nie było mnie w domu. Jutro już powinnam być i dodać coś konkretnego ;) A na koniec ogłoszenia dodaję zdjęcie przepysznego Tymbarka, którego teraz chyba ciut za dużo piję. Do przeczytania!

(piszę z telefonu, więc zdjęcie nie jest super jakości)

piątek, 8 sierpnia 2014

Gwiazd Naszych Wina

Dzień Dobry!
Dzisiaj chciałam wam napisać o rzeczy, którą wymieniłam w moim ostatnim podsumowaniu a będzie on tak jak wskazuje jego tytuł o książce.....


"Gwiazd Naszych Wina"

Czyli książka o tajemniczym tytule, która skrywa wiele tajemnic. Po pierwsze, jeśli jeszcze nie widzieliście filmu ale myśleliście nad tym to najpierw przeczytajcie książkę! To jest po prostu dzieło. Tego nie da się opisać, trzeba przeczytać. Ogólnie, to historia opowiada o ludziach chorych na raka, o tym, jak oni sami na siebie patrzą i co o sobie myślą. Zdziwiło mnie to, co oni mówią o swojej chorobie. W książce użyto takich zwrotów, jak np. to, że "depresja nie jest skutkiem ubocznym raka, depresja jest skutkiem ubocznym umierania" lub jest tam coś takiego, jak "bonusy rakowe" czyli jakieś ulgi, promocje, podarunki tylko z racji tego, że ktoś jest chory. Jest bardzo wzruszająca i prawdziwa. Oczywiście, najważniejszy jest tam chyba wątek miłosny między Hazel a Augustusem. Nie będę wam opowiadać wszystkiego bo mam nadzieję, że przeczytacie tą książkę, sami będziecie nią zachwyceni i wyciągniecie z niej wiele dobrego. Między innymi, są tam piękne teksty i parę z nich chciałabym tutaj przytoczyć. 


"Czasami wydaje się, że wszechświat chce zwrócić na siebie uwagę"
„- Jestem granatem - powtórzyłam. - Chcę trzymać się z dala od ludzi, czytać książki, rozmyślać i spędzać czas z wami, ponieważ i tak nie mogę zrobić nic, żeby was nie zranić. Jesteście zbyt zaangażowani, więc pozwólcie mi po prostu żyć tak, jak chcę, dobrze? Nie mam depresji. Nie muszę nigdzie wychodzić. I nie mogę być typową nastolatką, ponieważ jestem granatem.”

"(...)„Czasami wydaje się, że wszechświat chce zwrócić na siebie uwagę”.
I w to właśnie wierzę. Wierzę, że wszechświat chce, byśmy go zauważali. Myślę, że wszechświat jest bardzo ukierunkowany na świadomość, że nagradza inteligencję po części dlatego, że lubi, gdy ktoś docenia jego elegancję. A kimże jestem ja, jakiś epizod w dziejach, by mówić wszechświatowi, że on - albo moje postrzeganie go - jest tymczasowe?"
"Wydawało się, że to było całe wieki temu, jakbyśmy przeżyli krótką, ale mimo to nieskończoną wieczność. Niektóre nieskończoności są większe niż inne."
"To tylko nasza, a nie gwiazd naszych wina”

No, troszkę się ich nazbierało ale są to według mnie te najważniejsze cytaty. Jeśli chodzi o książkę, a nie jej treść to jest estetycznie wykonana, na okładce jest scena z filmu i oczywiście jest podany autor, czyli John Green. W środku znajduje się pare zdjęć z filmu.To chyba wszystko, co chciałam powiedzieć wam o tej książce. Gorąco zapraszam do poznania jej osobiście! Zostawiam was z resztą zdjęć i Do Przeczytania!








piątek, 1 sierpnia 2014

July

Witam!
Wróciłam z obozu, cieszycie się? Jeśli chodzi o następny post, to dodam go dopiero po weekendzie, ale dokładnie nie wiem kiedy. Dzisiejszy wpis będzie podsumowaniem lipca, więc zaczynamy!
[edit: nie będzie zdjęć, gdyż chwilowo aparat zaginął w Narnii]

WAKACJE
Ehh... minął już miesiąc, zostało tak mało czasu! Ale ja jestem bardzo szczęśliwa z moich wyjazdów. Byłam w pięknej Chorwacji [<--- klik] oraz na obozie jeździeckim. Serdecznie zapraszam do oglądnięcia zdjęć z naszego turnusu, oraz mam nadzieję, że na dniach pojawi się filmik promujący także z naszego tygodnia. ZDJĘCIA Obóz jak co roku był świetny! Nie zabrakło wygłupów, jazdy konnej, dużo nauki i oczywiście masa śmiechu oraz wspaniali ludzie. W tym roku mogłam spróbować swoich sił na woltyżerce i muszę sie pochwalić, że nawet trener mnie pochwalił :3 [a u nas to naprawdę rzadkie zjawisko] Nauczyłam sie paru nowych figur woltyżerskich, ćwiczyłam utrzymanie równowagi na równoważni [czyt. huśtawka], najadłam się zupek, kiesieli itd. [spokojnie, karmili nas tam] Po prostu było świetnie! Oczywiście wszyscy kochają wstawać codziennie o godzinie 4 nad ranem i wyprowadzać konie oraz mieć dyżur w stajni na którym trzeba zamiatać 10 razy dziennie i dolewać wody co 2 sekundy. Serdecznie zapraszam na obozy do Aratu, ja osobiście jeżdżę tam "na codzień" oraz co roku jestem na obozie. Jeżeli ktoś chce się porządnie nauczyć jeździć, to ta stajnia jest dla niego! [nie twierdzę, że ja jeżdżę świetnie, ciągle się uczę!] Hmm.. no nie wiem co mogę jeszcze powiedzieć na temat obozu. Ogólnie świetna atmosfera, mili opiekunowie, ciekawe jazdy i zajęcia w czasie wolnym oraz świetna zabawa przy kręceniu filmiku promującego.

BLOG
Oooooj dużo się działo. Przedewszystkim w sferze designu, on ciągle jest w remoncie, ponieważ nie mogę się zdecydować co do stylu. Chciałam też wam baardzo podziękować za aktywność okazywaną w wyświetleniach i komentarzach. Cieszę się też, że przybyło aż tylu obserwatorów. Wiem, że większość z nich jest tylko przez konkurs, ale mam nadzieję, że mam paru prawdziwych, na których mogę liczyć. Od pewnego czasu zbieram się też do napisania do firmy Allepaznokcie w sprawie współpracy. Czy może ktoś z was współpracował z nią? Jeśli tak, to proszę o krótkie opisanie współpracy w komentarzu.

ULUBIENIEC
Ulubieńcem miesiąca zostaje książka pt. Gwiazd Naszych Wina oraz płyta Thirty second to Mars - This is war, ale o nich w osobnych postach.

Na dzisiaj to chyba już wszystko. Niestety jakoś szczególnie dużo się w tym miesiącu nie wydarzyło. Mam pewien pomysł, ale nie wiem, czy trafny. Chciałam się was spytać o zdanie, co myślicie o tym, żebym w każdym podsumowaniu miesiąca pisała też piosenkę miesiąca, film i książkę? To ja kończę i Do przeczytania!

P.S Jeżeli ktoś mnie znajdzie na zdjęciach z obozu [wątpię] to oblinkuję jego blog w następnym poście. Link do zdjęcia na którym jestem wstawcie w komentarzu.
P.P.S Właśnie się przekonałam, że strasznie trudno pisze się w Paincie.

sobota, 19 lipca 2014

Croatia

Witam!
Tak jak wam obiecałam, nadszedł czas na post dotyczący mojego wyjazdu. Naprawdę długo się zbierałam żeby go napisać, ponieważ jest strasznie gorąco i przez to odechciewa mi się robić cokolwiek. Wstałam o 12:30 i nie miałam na nic sił. Ale po całym dniu leniuchowania i ogladania vlogów pozbierałam się. Jak już wcześniej ostrzegałam, ten wpis będzie naprawdę dłuuugi, więc proszę, uzbrojcie sie w cierpliwość. Zaczynamy!

PODRÓŻ
Ehh.. czyli chyba najnudniejsza część "wakacji", mimo to można oglądać przepiękne widoki. Tak. W samochodzie spędziłam (w stronę "do") około 19 godzin. Wliczam w to postoje na przespanie się godzinkę, odpoczynki itd. To jest okropne! Oczywiście ponad połowę drogi przespałam na tylnim siedzeniu lub słuchałam nowego/starego odkrycia czyli 30 second to mars. Oprócz tego, zauważyłam małe, lecz dość istotne różnice między krajobrazami i gospodarką państw. Czechy - państwo baaardzo podobne do naszego. Jedyną różnicą była naprawdę okropna autostrada (jeśli tak to można nazwać) wyłożona jakimiś płytami. Zauważyłam też, że jest tam wiele plantacji maku. Austria - tutaj zaczęły się już większe zmiany. Na pierwszy rzut oka wyglądała mi troszkę jak Grecja (chodzi głównie o miasteczka). Wszystkie domy były niskie, ale pięknie, schludnie wykonane. Miały przepiękne okiennice zewnętrzne oraz wszystkie były pomalowane w tym samym stylu. Były w jednym przewodnim kolorze a obramowania okien, dachu itd. były białe. Bardzo czyste państwo. Zauważyłam też pełno wiatraków, ktróre zmieniają wiatr w tanią, ekologiczną energię, dużo plantacji winogron oraz słonecznika. Ogólnie w Austrii było wiele sklepów oferujących wina. Słowenia - długo przez ten kraj nie jechaliśmy, ponieważ omijaliśmy płatną autostradę, ale od razu widać, że są oni mocno uzależnieni od uprawy roli. Wygląda na biedne państwo, które ma "na sobie" od groma pól, łąk, zwierząt i gospodarstw. I w końcu Chorwacja!

 CHORWACJA
Szczerze mówiąc, bardzo mnie zaskoczyła. Myślałam, że to będzie coś w stylu Turcji? No wiecie.... będzie ciepło, będzie morze ale będzie też płaski teren. Ale nie! W Chorwacji nie ma płaskiego terenu. Są same góry a pod nimi morze. Wygląda to bajecznie! Drogi, wyżłobione są w górach. Często pojawiają się też tunele. Zaskoczyło mnie też to, że domy wybudowane są tam praktycznie sa sobie i na skale. Kiedy chce się zjechać do centrum jakiegoś miasteczka, jedzie się prawie pionowo (no może ciut przesadziłam.... ale bardzo stromo).





Kolejna rzecz która mnie tam zaskoczyła, to obecność takiej liczby Polaków. Wszędzie polskie rejestracje i polski język. Na dobrą sprawę, to z "tubylcami" można dogadać się po Polsku. Kiedy stanęliśmy pod ich Lidlem, wszędzie dookoła polacy i tak w każdym miejscu. Już w naszym małym, ale świetnym ośrodku były conjmniej 3 polskie rodziny. 

MORZE
Czyli główny cel podróży. Szczerze, to troszkę się zawiodłam. Fakt - piękne, czyściutkie lecz chłodne. Jest tylko ciut cieplejsze od Bałtyku. Nie ma też naturalnych ani piaszczystych plaż. Wszystkie które są, są sztucznie zawiezione, więc dziękujemy fanom plażingu ~Chorwacja. Oczywiście plusem jest to, że jest przejrzyste oraz są piękne widoki. Mi brak tradycyjnej plaży na szczęście nie przeszkadzał, ponieważ wolę siedzieć w wodzie, do której po pewnym czasie i tak się przyzwyczaję, więc jej temperatura też nie była uciążliwa.






ZABYTKI
W Chorwacji nie zawsze jest piękna pogoda, jest ona zmienna więc dużo jeździliśmy. Chyba wszystkie główne zabytki itd. znajdują się w BiH czyli Bośni i Hercegowinie, więc wybraliśmy się tam. Ogólnie, jest to kraj jeszcze trochę zniszczony po wojnie z 1993. Między innymi szczególnie ucierpiał wtedy most, łączący stare miasto. Runął on całkowicie, ale odbudowano go na pamiątkę tego wydarzenia. Przed samym mostem leżał głaz, z napisem "Don't Forget 93" tzn. nie zapominaj/ nie zapomnimy 1993.


Kolejnym miejscem które odwiedziłam, było Medziugorje. Pewnie każdemu coś się obiło o uszy. Dla przypomnienia - jest to miasto, w którym objawiała się Matka Boska. Całe miasteczko tak jak chyba każde miejsce do zwiedzania posiada peeeeeełno stoisk z pamiątkami. Ale zdziwiło mnie (w pozytywnym znaczeniu) jedno. Nie ma tam takiego "bogatego" przepychu jak w innych ważnych religijnych miejscach chodźby w Polsce w Licheniu. Jest tam mały, skromny kościółek bez żadnych zdobień w środku. Obok ołtarza głównego był kącik, poświecony Maryi, do którego wszyscy przynosili storczyki. Nie wiem o co chodziło, ale jeśli wy wiecie to napiszcie w komentarzu ;) A więc, po krótkiej wizycie w kościółku, udaliśmy się na górę objawień (tak, to właśnie tam nastąpiły objawienia). Do podnóża góry, szliśmy polnymi drogami, które były z czerwonym piaskiem i wieloma winnicami. Na samo miejsce objawień, trzebabyło iść po gołych skałach. My mieliśmy takiego farta, że oczywiście zaczeło strasznie padać i zaczęła się prawdziwa burza ;_; No ale trudno... Po drodze, były wyłupane w kamieniu stacje drogi krzyżowej a na szczycie posąg Maryi.






Nastęonego dnia odwiedziliśmy wodospady. Coś pięknego! ... i w sam raz na taki upalny dzień. Wspaniałe widoki a do tego można się tam kąpać. Jeżeli ktoś jest odważniejszy, może wejść pod sam strumień wody lub w różne, skalne tunele. Wiecie, jakie to świetne uczucie stać nawet na skałach i czuć tą zimną wodę niesioną wiatrem prosto w twarz? Jeśli nie, to koniecznie musicie tam pojechać! Jest też przy samym brzegu parę barów, w których można coś zjeść. Oczywiście, wszystko napisane w ich języku, więc powodzenia w rozkminianiu potraw. Ja na szczęście wzięłam ChickenBurgera. Przynajmniej wiedziałam, co to jest, lecz on nie był takim zwykłym Chickenburger'em... Zresztą, zobaczcie sami.










Osatnie miejsce na mapie "trzeba odwidzić" to Dubrovnik, czyli chyba największe miasto Chorwacji. Szczerze, to jakoś szczególnie nic mnie nie zachwyciło, poza absurdalnymi cenami parkingów. Jedna godzina kosztowała 40 kun (ich pieniądze) czyli jakieś 20 zł. Z tego względu, byliśmy tam tylko godzinę w jakiejś starówce? Chyba tak. Nic mnie tam nie zaskoczyło, wyglądała jak polskie zamki. Jedyną atrakcją był tam pan z przepięknymi papugami! Zdziwiło mnie to, że one nawet nie myślały o ucieczce. Mam nawet z nimi zdjęcie, lecz nie jestem fotogeniczna i nie wstawię wam ich. Jedna z Kakadu nawet wyciągnęła mi wsówkę z włosów i zaczęła się nią bawić! Były świetne, a na widok ogromnych Ar (Ara) po prostu zaniemówiłam. Miałam na sobie 5 wielkich papug. 2 Kakadu, jedną Arę i jakieś 2 inne, których rasy nie znam.



ZAKUPY
Jeśli chodzi o ceny, to są podobne do naszych, lecz są wyjątki, np. różne pierdułki do smash book'ów są o wiele tańsze. Tam były wszystkie po 4 zł, nie zależnie od tego co to było. W empiku kosztowałyby conajmniej 10 zł. Ubrania są w podobnych cenach. Kupiłam sobie spodenki w gwaizdki i koszulkę oraz klapki. Na jednym ze stoisk znalazłam też piękny naszyjnik-zegarek sowę i kupiłam ;P Bardzo spodobało mi się to, że przy ulicy można kupić świerze i tanie owoce. Do Polski przyjechaliśmy z 12 melonami, 2 arbuzami i 2 kg moreli. Pozatym, kupiłam też małą kosteczkę rubika 2x2 z Croatią, czyli Chorwacją. Zaskoczyły mnie ceny lodów. Jedna gałka kosztuje 4 zł, lecz nie jest to taka normalna gałka jak w Polsce. Jest ogromna! .. a ich lody są o wiele lepsze. Nie są ubite i takie bez smaku. Są pyszne, puszyste i śmietankowe. (nie chodzi mi o smak) Są też tam rzeczy, jakich nie znajdziemy w Polsce, np. Fanta w różnych smakach, Nestea o smaku  pomarańczy/owoców leśnych oraz przewspaniały wynalazek - podróżna nutella!










NO! Jeśli dotrwaliście do końca tego postu, to szacunek dla was. Jeżeli macie do mnie jeszcze jakieś pytania, to śmiało piszcie w komentarzach a ja na 100% odpowiem. Mam nadzieję, że was nie zanudziłam i wpis się spodobał. Zostawiam was z ostatnimi zdjęciami z Chorwacji, proszę ich nie kopiować! Nie podpisywałam żadnych, ponieważ byłoby za dużo roboty, a jest za gorąco, żeby dłużej siedzieć przy laptopie. Mam nadzieję że mnie rozumiecie, i jeszcze raz proszę o NIE KOPIOWANIE ZDJĘĆ.
Do przeczytania!




P.S 20.07 wyjeżdżam na obóz i nie będzie mnie do 27.07 Mam nadzieję, że będzie tam internet i będę mogła do was pisać. Przygotuję sobię conajmniej jeden post, żeby móc wam go dodać. Jeżeli przez tydzień znowu nic nie dodam, to bardzo przepraszam.